Singapur Welcome to…

Singapore, Night Photography, Marina by the Bay

Swoją przygodę z Singapurem zaczęłam dosyć pechowo – utknęłam bowiem na granicy Malezyjsko-Singapurskiej, pozbawiona perspektyw dostania się do kuszącej światłami metropolii, będącej nowoczesnym miastem-państwem. Jak to się stało? Autobus relacji Kuala Lumpur – Singapur najzwyczajniej zostawił kilku pasażerów, których odprawa trwała nieco dłużej i odjechał pędząc w stronę centrum.

Tu warto wspomnieć o zasadach wjazdu drogą lądową do tego maleńkiego państewka położonego na samym krańcu Półwyspu Malajskiego. Wszyscy pasażerowie muszą wysiąść, zabrać ze sobą nie tylko bagaż podręczny, ale też bagaż z luku, jeśli takowy posiadają i udać się do pieszej odprawy celnej.  Ważnym elementem jest wypełnienie wniosku wizowego, rozłożonego w różnych częściach terminalu. Spodziewajcie się też dokładnej kontroli i ewentualnej konkwiskaty zakazanych dóbr np alkoholu. Nie najlepszym pomysłem wydaje się też posiadanie jakiejkolwiek ilości narkotyków, bowiem za ich posiadanie grozi w Singapurze kara śmierci. Jako Europejczycy nie powinniście mieć większych problemów z wjechaniem na teren państwa-miasta, natomiast mieszkańcy Azji, z tego co zauważyłam przechodzili dość długą i dokładną kontrolę.

Wracając do opowieści: Uzyskałam upragniony singapurski stempelek w paszporcie, powiedziałam dziękuję i jako jedna z ostatnich wyszłam na parking po drugiej stronie punktu granicznego, wkraczając na teren ziemi upragnionej wszystkich podróżników. Nie znalazłam jednak ani autobusu, ani nikogo, kto wiedziałby gdzie podział się mój środek transportu. W końcu strażnik parkingu poinformował mnie, iż najlepiej by było skontaktować się z biurem, w którym zakupiłam bilet na nie do końca zrealizowany transport, a na pocieszenie dodał, że takie przypadki zdarzają się dość często.

Biuro nie obeszło się moją sytuacją, twierdząc, iż mogę poczekać na ich następny autobus, mający przybyć na granicę za dwie godziny. I kiedy już zaczęła pojawiać się owa niewielka iskierka nadziei, usłyszałam jak mężczyzna łamaną angielszczyzną (firma była malezyjska) dodał: “Jeśli będą mieli dla ciebie miejsce!”.

Spytacie czemu nie wzięłam taksówki, by dostać się do centrum? Odpowiedź jest prosta! Nigdzie żadnej nie było!! Nie miałam więc wyboru. Po prostu siedziałam z pozostałymi czterema osobami na parkingowym murku i dla zabicia czasu dyskutowałam z nimi o ich podróżach, przeżyciach i doświadczeniach.

Mimo tak niefortunnego początku pobyt w Singapurze okazał się niezapomniany, ale o tym opowiem Wam w następnych postach 🙂

Wpis powstał w ramach nowego cyklu “Śladami Kopciuszka w Singapurze“, który wymyślony został w związku z promocją mojej ostatniej powieści “Kopciuszek w Singapurze“. Zapraszam serdecznie do lektury!

Pierwszy rozdział można przeczytać TUTAJ , natomiast cała książka znajduje się w ofercie księgarni internetowych w wersji elektronicznej, jak i drukowanej.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *