Wspomnienie Ma’louli…

Ma’loula – małe miasteczko, którego pewnie większość ludzi na świecie nie potrafi wskazać na mapie. Malula, bo tak jego nazwę powinno się wymawiać po polsku, cierpi wśród zgliszczy spowodowanych przez wojnę domową, rewolucję i bojowników islamskich, którzy zaślepieni ideologią splecioną z religią tamtych terenów, niszczą wszystko, co zostało stworzone przed wiekami.

Tak, Ma’loula jest jednym z tysięcy zrujnowanych miasteczek Syrii, kraju który przez wiele lat żył w pokoju religijnym, pozwalając rozwijać się zarówno Islamowi, jak i Chrześcijaństwu, w przyjaźni, akceptacji, tolerancji.

Dlaczego w tych dwóch krótkich akapitach tak mocno podkreśliłam rolę religii? Bo to małe miasteczko, położone gdzieś na końcu świata, wywarło większy wpływ na moją religijność, niż wizyta w Betlejem, Rzymie, czy Jerozolimie!

Ma’loula to miasteczko, w którym niewielka społeczność, mieszkająca tam od wieków, posługiwała się w życiu codziennym zachodnim dialektem języka aramejskiego którego, zdaniem badaczy, używał Jezus Chrystus. Poza tym miasteczkiem, jeszcze w dwóch innych wioskach syryjskich można było usłyszeć ten niemal zapomniany język.

Miałam okazję wysłuchać modlitwy szeptanej po aramejsku. Najprostszej, nieskomplikowanej, której słowa zna niemal każde chrześcijańskie dziecko, a której znaczenia słów w niewytłumaczony sposób dotarło do mojego serca pomimo beriery językowej.

Ojcze nasz” wypowiadane w języku Chrystusa nabrało dla mnie zupełnie nowego znaczenia, innego wymiaru, ale i przekazu. I chociaż dziś, po tylu latach, nie potrafiłabym wymówić chociaż słowa w tym języku, to pamiętam uczucie ciepła, które pojawiło się wtedy w moim sercu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dziś Ma’loula jest zniszczona. Dwa razy atakowana była przez radykalnych bojowników islamistów, którzy zabijali chrześcijańskich mieszkańców miasteczka, grabili ich domy, ale również kościoły. Splądrowano i zniszczono klasztor św. Tekli, ale także klasztor św. Sergiusza i św. Bakchusa., którego najstarsza część została wybudowana na początku IV w. n.e.

Co zostało ze spuścizny tego niezwykłego miejsca, miejsca, które zostało uznane za międzynarodowe dziedzictwo chronione zapisami UNESCO?

Zrujnowane mury, spalone ściany, które niegdyś zdobione były freskami, posadzki, które spłynęły krwią…

Ikony zdarte ze ścian, szept przeszłości, ból, który zastapił radość pokojowej koegzystencji, i zaledwie niewielka garstka osób, które w swojej modlitwie mogą szeptać słowa „Ojcze nasz” w dialekcie aramejskim…

Ale wierzę, że kiedyś, mam nadzieję, w niedalekiej przyszłości, Ma’loula ożyje i będzie tą samą oazą  miłości i wiary, jaką była wtedy, kiedy miałam okazję ją odwiedzić…

Na koniec, dla miłośników historii II Wojny Światowej ciekawostka:

Do Ma’loula w 1943 roku dotarł generał Władysław Anders i sprezentował klasztorowi pw św. Sergiusza dwie ikony, które od tamtej pory zdobiły znętrze kościoła.

2 thoughts on “Wspomnienie Ma’louli…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *